Majówka

 Majówka… Długi weekend… Czas wypoczywania… Trochę jestem zabiegany tym “to tu, to tam…”, ale przynajmniej nie siedzę w pracy (jak w niedzielę wieczorem z pracy wyszedłem, tak wracam w poniedziałek, tydzień wolnego).

 Teraz odrobina słowa pisanego, zwłaszcza dla tych, którzy jeszcze mojego narzekania nia znają… Majówkę rozpoczęliśmy ostatniego dnia kwietnia - wypad do mojej matki, do Gdańska. W planach była jeszcze podróż do Sobieszewa albo na Westerplatte (w zasadzie jedno i drugie). Niestety nie udało się… plan awaryjny: Sopot.

 Zacznę od Gdańska. Miał być spacerek po Oliwie (ze szczególnym uwzględnieniem Parku Oliwskiego), a wyszło śmiganie po Oliwie w poszukiwaniu toalety. Okazuje się, że w Oliwie nie ma toalety otwartej po 17/18h. Zaliczyliśmy trzy, na mapce przy Katedrze Oliwskiej były tylko dwie, potem znaleźliśmy jeszcze czwartą - też zamkniętą. Fantastycznie… Gdańsk zaprasza turystów, podczas gdy taki turysta nie będzie mógł podstawowych potrzeb fizjologicznych załatwić. W końcu udało się skorzystać z przesympatycznej toalety na Dworcu Głównym w Gdańsku (bo druga, przy Empiku też była zamknięta).

 W Sopocie było dużo ludzi, chyba przyszli wszyscy… Tłum i pogoda pomogły podjąć decyzję - wracamy do Wejherowa. Wyszliśmy na peron, uzbrojeni w drobniaki celem zakupu biletu. Przed automatem biletowym kolejka na jakieś dziesięć osób - mamy prawie 20 minut do pociągu, więc spokojnie czekamy. Okazuje się, że para która kupuje bilety, stoi ponad 10 minut i kombinuje z automatem, podczas gdy kolejka rośnie (zarówno za mną, jak i przede mną - w jakiś magiczny sposób). Minuta do odjazdu pociągu, stoję pod automatem, naciskam ekran… nie reaguje. Przywiesił się… Automaty do biletów mamy zajebiste! Bilet kupiliśmy w pociągu… Nawiasem mówiąc - kupić w tym automacie kilka biletów na raz (te same nominały, dla grupy osób) to jakiś koszmar… Że już o przyjmowaniu banknotów jedynie w teorii nie wspomnę - nie masz monety, nie podchodź.

 Sezon grillowy uważam za otwarty :D W Bieszkowicach miałem przyjemność czynnie uczestniczyć - polecam!

 W Wejherowie natomiast festyn. Na scenie Big Day, na termometrze coś koło 10′C, na widowni pustki… Fontanna na pl. Wejhera już na chodzie. Sezon się zaczyna… I tak sobie myślę, że ja nie dam rady nawet połowy wydarzeń Wam tutaj pokazać (no nie ma szans, hehe).

 Bardziej prywatnie powiem, że udało mi się kompa do życia przywrócić (no, powiedzmy że jest to release candidate ;) Tym razem postawiłem na KDE, ale z serii 3,5 - to nowe jakoś do mnie nie przemawia. Distro pozostało to samo, ale w nowej wersji (jakby ktoś nie wiedział, to powiem tylko że Debiana nie dałem rady skonfigurować i wiadomo o co kaman ;) No i chyba się wygadałem już… Miłego ;)

Kościerzyna - wysiadamy!

Jakoś Kościerzyna nie wydaje mi się okolicami Wejherowa (no chyba, że spojrzymy na to w skali globu), ale stwierdziłem, że raz na jakiś czas warto się z aparatem wybrać nieco dalej (doszła nowa kategoria: Far far away…), a potem pokazać to Wam. W minioną środę padło na Kościerzynę - byliśmy z Krecikiem odwiedzić znajomków ze studiów. Środa to był ten dzień, kiedy się wszyscy do pracy po trzy godziny spóźniali (ja miałem wolne) - nieco się bałem, że przez ten atak zimy będzie problem z dojechaniem na miejsce, ale okazało się, że nie. Dodatkowo śnieg uatrakcyjnił nam widoki. Zdjęcia w pociągu robione przez szybę, a filtr polaryzacyjny został w domu - stąd sporo refleksów.

Ciekawostka - powyższe zdjęcia na mapę zostały naniesione automatycznie (Picasa Web Album jak znajdzie w EXIFie dane GPS sam proponuje rozmieszczenie zdjęć na mapie). Dane pochodzą z odbiornika GPS (o którym tu ostatnio pisałem) skojarzonego z programem TrekBuddy w mojej komórce, a do pliku zostały one wrzucone przy użyciu GPScorrelate (który na podstawie zapisanej trasy potrafi dopasować zdjęcia).

Przypominam/podpowiadam - aby zobaczyć zdjęcia na mapie należy albo kliknąć w ikonę Picasa w danym wpisie (wówczas nad miniaturkami można włączyć widok mapy), albo (jeżeli masz zainstalowany program GoogleEarth) w niebieską ikonkę obok…

Przemysłowa

Megaspacer, który obniżył mi poziom cukru, siły i wszystkiego innego… Tym razem poszliśmy z Cichym w okolice ul. Przemysłowej, przechodząc przez centrum, os. 1000-lecia i kilka innych części miasta. Ponad 2,5h łażenia w poszukiwaniu kadrów do naszego projektu (gdzieś w okolicach maja się wykluje). Padam…

Zdjęć tylko kilka, tak do wglądu… Nie mam dziś siły na więcej, a jeszcze po kolacji (przepysznej) muszę posprzątać ;)

WTF?

A to powyżej, to jest zagadka… Czekam na rozwiązanie ;)

Blair witch project

Kilka średnio ciekawych zdjęć, wywołanych w średnio ciekawy sposób (na łatwiznę poszedłem) :P Założę się, że je źle umiejscowiłem na mapie, ale… pal licho. Fotki wykonane na Kalwarii i na Diabelnej Górze (na którą jest diabelnie ciężko się wdrapać, zwłaszcza przy mojej masie - a dodam, iż masa prawie wystarcza do zaginania światła, hehe).

Uwaga, ten blog NIE bierze udziału w konkursie na Blog Roku 2007, nie trzeba wysyłać żadnych SMSów żeby sobie pooglądać, itp. Oczywiście jestem przekonany, że gdybym zdecydował się zgłosić, to wygrałbym w kategorii fotoblogów pierwszą nagrodę (tak samo jak przekonani są inni fotoblogerzy o genialności swoich stron), ale… ;) Nie ukrywam jednak, że drugi Nikon w domu by się przydał…

Koniec gadania… idę robić pizzę! MNIAM :D

Bieszkowice

W niedzielę leniuchowałem w Bieszkowicach… Kilka minut drogi (autem) od Wejherowa.